O mnie

Charyzmatyczna trenerka świadomego oddechu połączonego (conscious connected breathwork) i holistycznego rozwoju osobistego. Nauczycielka jogi. Adeptka starożytnego masażu tajskiego.

 Uczennica tabaquero z Iquitos (szereg diet roślinnych z plantas maestras). Miłośniczka tradycji i medycyny Indian obu Ameryk. Przez lata mieszkała w Peru, współpracując z różnymi ośrodkami terapii holistycznych i wspierając procesy integracji psychosomatycznej setek osób przez warsztaty grupowe i sesje indywidualne. Specjalizuje się w trzymaniu uzdrawiającej przestrzeni i ceremonialnego kręgu.

Z wykształcenia socjolożka. Z zamiłowania kobieta żyjąca blisko natury, pracująca u źródeł, kochająca autentyczność, swobodny przepływ energii i podróże.

Promotorka dialogu, różnorodności i inkluzywności; świadomego życia oraz funkcjonowania w harmonijnych relacjach z otaczającym nas światem i ludźmi. 

W horoskopie mam dużo słońca, i chyba stąd moja promienna siła witalna, entuzjazm, odwaga i pokłady wiary w dobro, które niosę i pielęgnuję w moim sercu i w moich kościach. 

Styl życia, który wybrałam, to rozwijająca się podróż przez bogate krajobrazy – fizyczne, emocjonalne i mentalne,  i jednocześnie potlacz, ceremonia dzielenia się darami, które dostaję na tej ścieżce. 

Odkąd sięgam pamięcią, kochałam eksplorować światy, żyć poezją i podróżować, ile się da. Przyszedł taki moment, wiele lat temu, w którym zrozumiałam, że życie to otwarta ścieżka i że to nasz wybór  (i odpowiedzialność), jak je przeżyjemy. Jeśli czujemy inspirację i mamy dość odwagi, możemy zrobić z tą materią, czego pragniemy i transformować ją, wiele razy.

Spakowałam wtedy manatki i wyruszyłam w podróż, na wiele lat wyjechałam do Ameryki Południowej. Żyłam w świętej dolinie Inków w wysokich Andach, w małej miejscowości będącej tyglem multikulturowym i jednocześnie społecznością o orientacji rozwojowo-duchowej. Przez blisko rok mieszkałam w dżungli amazońskiej, pracując jako facylitatotka w jednym z większych centrów medycyny roślinnej w Peru. Byłam tłumaczką szamanów; siedziałam i asystowałam na dziesiątkach, może setkach ceremonii; uczyłam się, jak tworzyć i trzymać przestrzeń od prawdziwych maestros w tym temacie. 

Weszłam na ścieżkę bezpośredniego doświadczenia. Uczyłam się w tradycji amazońskiej u tabaquero Ernesto z Iquitos – przez roślinne diety, spędzając tygodnie w odosobnieniu, poszcząc i pijąc wywary z tytoniu oraz różnych drzew amazońskich. Dżungla, las to Sacha w języku Quechua – stąd moje drugie imię.

Według wielu przekazów, tradycyjnych i współczesnych, nasza piękna zielono-błekitna planeta to potężna szkoła, w której uczymy się, jak harmonijnie żyć w sieci wzajemnych powiązań. 

W języku Quechua jest słowo ayni, które odnosi się do wzajemności – zrównoważonej wymiany jako najważniejszej zasady w świecie wielopoziomowo złożonym, w którym wszystkie elementy to naczynia połączone. 

w Andach mówią również Allu Masikunapa, Wszyscy Jesteśmy Rodziną i dlatego musimy troszczyć się o siebie nawzajem, wspierać się, współpracować, prowadzić się wzajemnie do domu. 

Urpillay Sonqoyay – Moje serce, mój gołąb –  tak w Quechua brzmi najpiękniejsze Dziękuję. Tradycyjna andyjska ceremonia, Despacho, to po prostu rytuał wdzięczności. Wiedzą, że wewnętrzny stan wdzięczności stanowi podstawę dla szczęśliwego życia. 

Wzięłam sobie do serca, by przypominać sobie coraz więcej uniwersalnych, jasnych prawd,  ucieleśniać to, co pamiętam, oraz znajdować język i środki, by pomagać innym przypominać sobie, co jest dla nas naprawdę ważne i wartościowe. Ta intencja, która świeci jasnym płomieniem nad moim życiem, daje mi skrzydła, by dalej się rozwijać. 

Korzystając z przestrzeni wokół mnie, z medytacji, z ciszy, z pustych miejsc. Z ulotnego materiału, który niosą myśli, z tego o czym one mamroczą, gdaczą i śpiewają. Z tła, z powietrza, które wibruje pod powierzchnią tysięcy manifestacji. 

Słuchając mądrości ciała, które pamięta wiele historii, jest w nim zapisanych wiele wspomnień i wrażeń, które, pragną, by je odczuć i wyrazić, dać im wybrzmieć. Obserwując bogactwo doznań, zarówno tych przyjemnych i  ciepłych, jak długich okresów niedomagania, sztywności, bólu, przestymulowania. 

Uczę się dalej, co to znaczy pozwalać sobie odkrywać emocje kryjące się pod opowieścią, pod przekonaniami – i że te uczucia są ważniejsze niż wszelkie historie. I że mają we mnie dom wszystkie odcienie człowieczeństwa, i że jest to prawdą dla każdego z nas. Co to jest rana, co to trauma, jak powolny jest proces gojenia i jak żyć z bliznami. I że potrzebujemy nie tylko odwagi i cierpliwości, ale też wsparcia osadzonego w miłości, aby pozwolić naszym ranom, by się ujawniły i uleczyły. 

Uczyłam się od natury, od słońca, rzek i powietrza obu hemisfer, od wybujałego chaosu dżungli amazońskiej i majestatycznych gór Apus, od czterech pór roku, równonocy, przesileń i  sentymentalnych krajobrazów podlubelskich wsi, które mówią najbliższym mi językiem – o wolności, o przestrzeni, o pokorze i o mocy, o szukaniu jedności ponad różnicami, o współistnieniu, współzależności i bezwarunkowej miłości, która jest jedynym paradygmatem, w jakim życie ma sens. 

Od czterech elementów natury, czterech żywiołów – od Ziemi o zakorzenieniu i przynależności, od Wody o swobodnym przepływie i emocjach, od Ognia o cieple, bliskości, kreatywności i namiętności, od Powietrza o umyśle, przestrzeni, oddechu, wolności. 

Od czterech kierunków świata, energii niesionych przez cztery wiatry, o konieczności równowagi – między Ziemią a Niebem, pierwiastkiem żeńskim i męskim, oraz między prawdą wewnętrzego dziecka i mądrością przodków, jaką niesiemy w naszej krwi i kościach. 

Najpiękniejsze rzeczy zrozumiałam dzięki eterycznym głosom świata naturalnego oraz dzięki tym ludziom, którzy dają żywe świadectwo, ucieleśniając esencję swojej wiary oraz tradycji swoich kultur, pokazując, jaki świat się rodzi, gdy budujemy naszą codzienną rzeczywistość na zasadach tolerancji, życzliwości i szacunku do wszystkiego, co żywe. 

Uczyłam się i uczę nadal wertykalnie, na wskroś paradygmatom; raczej wgłąb niż do góry. Doświadczając, smakując i próbując wszystkiego na własnej skórze. Odkrywając i wprawiając w ruch coraz głębsze warstwy miłości dostępne w nas i wokół nas –  i do tego zapraszam też innych. 

Aho Mitakuye Oyasin. Dziękuję za Wszystkie Moje Relacje.